38     Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona     : Wakacyjny Luz

Wakacyjny Luz

Grzegorz " Greg Gregorious " Kozak


Witam wszystkich we wrześniowym wydaniu Karczmy. Dla większości z Was wakacje już się skończyły. Jednak bez obaw, za rok będą znów. Z tego powodu będzie trochę inaczej...
Oto dzień z życia "prawdziwych graczy RPG". Wszystkich wrażliwych uprasza się o pominięcie tej strony. Będzie to opowieść z pogranicza horroru i brazylijskiej telenoweli. Oczywiście wszyscy nie wyżyci znajdą porcję sexu.



Poznajcie Edmunda i jego najwierniejszejszego kumpla Bronisława. Od wielu lat ich ulubioną rozrywką jest RPG, pasja ta doprowadziła ich do stanu totalnej degeneracji i zlasowania ostatnich komórek. Są oni postrachem dziewic i bożyszczem wszelakiego robactwa. Jednak zostawmy te bzdety, przejdźmy do konkretów - zobaczmy ich charakterystyki.

ImięEdmundBronisław

RasaNadludźTępogłów

ProfesjaMag ProcentowyŻul Bojowy

Cechy

SiłaMierny ŚledzikWieloryb

Kondycja4 piwa i pól flaszkiKrata wina Domino

ZręcznośćObsługa hulajnogiOperator dźwigu

InteligencjaEncyklopedia PWW*Nie stwierdzono

MądrośćSamoobsługaPomoc mile widziana

CharyzmaWyrywa co 28137193-ąWyrywa co 3-ą

Umiejętności główne

RozróbaCieniutkoMistrz

PijaństwoAlkoholikAlkoholik

GwałtCenzuraCenzura

Umiejętności bojowe

Rzut butelką3 mRekordzista Osiedlowy

Machanie cepemKoszenie trawyKoszenie głów

KBKS**4 machy/minutę~/minutę

Nóż kuchennyObiera ziemniakiGoli się

KlepanieBiedyMasek

Łom podręcznyZa ciężkiNosi przy pasku

SztachetaNovicePostrach każdej potupaji

Umiejętności zwykłe

Robótki RęcznePoranny o...izm wzmacnia organizmZawsze i wszędzie Bronek najlepszy będzie

Egzaminy ustneProfesjonalistaEkspert

DymieniePalenie tytoniu powoduje raka i...Pali w piecu co rano

UwodzenieTaki mały takim dużym nie może byćJa jestem Macho, tatarata

PersfazjaPotrafi sprzedać kasety Disco Polo każdemuJego muły wyperswadują wszystko

Resztę cech dla dobra ludzkości pomijamy

DZIEŃ (Anno Domino Proszę 2003) ***


Jest piękny wakacyjny poranek. Ptaszki wesoło świergolą, ciepłe promienie słońca rozświetlają początek kolejnego tygodnia. Nasi bohaterowie smacznie śpią po całonocnej libacji. Po opiciu początku wakacji zamierzają wybrać się na zasłużony wypoczynek po całorocznej sesji RPG.
Dzwoni telefon...
Dzwoni telefon...
Dzwoni telefon...
Może ktoś $%@!& to odbierze!!! Pora wstać koniom wody dać!
Pod stertą papierzysk dostrzec można powolny ruch. To Bronek skowronek zrywa się do lotu. Niczym potwór z bagien wyłania się i zaczyna biec do telefonu. Biegnie. Biegnie. Ale proszę państwa! Co się dzieje? Na horyzoncie pojawia się wczorajsze piwo, co z tego, że wygazowane i smakuje jak siki Weroniki. W Bronku rozpętuje się wewnętrzna walka, czy wyrzuci odpowiednią ilość oczek na k20 i pokona swój wrodzony alkoholizm? Tak, Bronek już w brzuchu pływał w wodach płodowych w wysokoprocentowym winie owocowym. Szansę na odebranie telefonu ma nikłe, przy jego umiejętnościach jedynie 20 daje przełamanie ciągu alkoholowego. Kostka poszła w ruch, podskakuje niczym mały kangurek. Turli, turli. Zatrzymała się. Wszyscy z ciekawością czekają na werdykt. W studiu jest z nami Komisja Gier i Zakładów, która czuwa nad prawidłowym losowaniem. Jeden! Tak mamy jeden, krytyczne pudło! Bronek wyciąga swą dłoń jak bochen chleba i chwyta butelkę 0,5 litra. Dokonuje perfekcyjnego przechylenia najtańszego piwa ze Stonki. Na jego twarzy rysuje się ulga. No tak, ale telefon dalej dzwoni, a Bronek sprawia wrażenie jakby był w innym świecie.
Poszukajmy Edmunda, może on popisze się większą odpowiedzialnością i podniesie słuchawkę? Gdzie on może być, hmm? Nagle rozlega się dźwięk niczym rozpędzony pociąg wyjeżdżający z tunelu: ŁUSSSZZZZ. Potem następuje spokojny odgłos spływającej wody. Otwierają się drzwi, dumnie wychodzi Edmund, za nim podąża gęsta chmura toksycznego podmuchu, gdyby pewien Dżordż Dabljiu o tym się dowiedział, chłopaki z miejsca zostaliby posądzeni o produkcję broni masowej zagłady. Niczym Siewca Zagłady zmierza do telefonu... Moment, moment chciałbyś, jesteś tylko cienkawym magiem, więc możesz poruszać się, co najwyżej z gracją żółwia błotnego. Dopada telefon i jego wrodzona inteligencja podpowiada mu jak trzymać słuchawkę. Bronek nadal zasysa złoty płyn.
- Tak słucham? - Odzywa się piskliwy głosik Edmunda.
- Nie mów słucham, bo cię wyru#$%m. Hehe! - Odpowiada przepity głos w słuchawce.
- Cze Jusek, co tam słychować? - Przenikliwy Ed wyrzuca rzut obronny przeciw 'nabieraniu się prze telefon'.
- Po staremu, ale nie dzwonię, aby rozmawiać o historii mojego wspaniałego żywota. Jest sprawa. Załatwiłem miejsce na bagniskach w Pierdziłowie Wielkim. Miałem tam jechać z rodziną, ale wypadło mi coś i nie mogę tego znaleźć. Stąd propozycja dla was. Pojedziecie tam za mnie, bo wszystko zapłacone, a nie chcem, aby jakieś ćwierćinteligenty się wepchały. Nadążasz?
- Nie bardzo, zgubiłem się po słowach "po staremu", możesz powtórzyć? - Współczynnik jego inteligencji zaczyna się przegrzewać.
- No nie rozwalaj mnie, jedziecie na wakacje za całkowitą darmochę. Choć może później rozrzucicie gnojowicę po moim polu.
- Dobra kapuje, o której wyjazd?
- Dziś w południe z PKSu. Nara.
Słuchawka opadła na widełki. Edmund zaczyna przetwarzać tą zabójczą dawkę informacji. Kiedy do niego dociera, na jego zapryszczonej twarzy pojawia się uśmiech. Kiedy wytłumaczył złożoność zaistniałej sytuacji Bronkowi, rozpoczęli kompletowanie ekwipunku. Każdy erpegowiec wie, że to podstawa. Bronek jak zwykle zabiera ze sobą kratę wina i ulubioną sztachetę +2 "Czaszkołup" (zwiększone obrażenia przeciwko burasom). Do tego dochodzą dreski czteropaskowe, nówki nieśmigane, dopiero co zakupione u Saszy na bazarze. W zestawie jest również kurtka ortalionowa ochrony przed deszczem +1.
Edmund, jako jednostka wyedukowana zabiera majtki z golfem zatrzymujące stolec na długie godziny. Babciny scyzoryk (rozpruwanie +2) oraz kosmetyki Ajfon są nieodzownym punktem w ekwipunku Edmunda. Jako szanujący się mag procentowy, zabiera tuby ze skrolami oraz dwie flaszki bimberku made in CCCP.
Gdy już stworzyliśmy drużynę możemy wyruszyć stawić czoła odwiecznemu złu, które panoszy się po ulicach miast i deprawuje dzieci! Biada złoczyńcy, strzeżcie się, nie będzie taryfy ulgowej ino bilety normalne. Przy odgłosach trąbek i werbli nasi bohaterowie udają się w nieznane. Przecież nikt nie wie, co może ich spotkać na PeKaeSie.
Gdy szczęśliwie dotarli na miejsce ujrzeli majestatyczny obraz dworca - dwie budki z biletami i trzy przystanki. Na jednym z nich stała furmanka z napisem Pierdziłowo Wielkie Ekspres Transkontynentalny. W głowie Edmunda zaczęły rodzić się podejrzenia, że zostali wystawieni przez Juska. Niestety, odczucia te są dla niego obce, więc bez większych przestoi ruszyli w stronę kasy. Bronek postanowił zdobyć doświadczenie i zabrał się za kupowanie biletów.
- Dobry dzień - Słowa z wielkim trudem montowane w małym mózgu Bronka wydostają się na zewnątrz - Ja chcieć dwa ulgowe do Pierdziłowa.
- Te, a ty, co taki ograniczony? - Pyta kasjerka - W dzieciństwie rodzice używali betoniarki zamiast kołyski, tak? Proszę oto bilety. Należy się 13.74.
- Ale ja chcieć ze zniżką.
- Proszę bardzo, należy się 13.72.
Wesołość i poczucie spełnienia pojawiło się na twarzy Bronka. Poczuł się dumny, gdyż wynegocjował korzystne warunki cenowe.
Dumne głupki, ups, przepraszam dumni bohaterowie ruszyli w stronę furmanki. Nawet ich znikoma inteligencja podpowiadała, że coś tu jest nie tak. Choć wiele nie podróżowali po szerokim świecie, to wiedzieli, że powinien tu stać przerdzewiały Autosan, a nie przegniła furmanka, z dziadkiem, który nie pamięta, do czego służyły zęby. Edmund postanowił użyć charyzmy i zagadnął do woźnicy.
- Przepraszam pana, dlaczego nie ma tu żadnego autobusu?
- Wszystkie przerdzewiały i zostały zezłomowane, została tylko komunikacja zastępcza. Wskakujecie, czy będziecie zadawać wszystkie pytania z możliwych opcji dialogowych?
Oczywiście było, to pytanie retoryczne. Edmund i Bronek posłusznie zapakowali się na furę, woźnica skasował bilet i pomknęli ku przygodzie. Niestety mknięcie to maksymalnie osiągało 15 km/h, bo koń był stary i jako członek związków zawodowych znał swoje prawa. Ze względów humanitarnych pominę opis podróży, oczywiście, jeżeli ktoś lubi się katować, to zapraszam do lektury całych "Chłopów".
Gdy po wielu godzinach drogi dotarli do pięknego kurortu Pierdziłowo Wielkie, gdzie główną atrakcją były ogromne bagniska i naturalny fetor mieszkańców, słońce powoli zmierzało na zasłużony wypoczynek. Ja na jego miejscu dawno spasowałbym, przez cały dzień słuchać takich bzdetów. Długie cienie pokrywały pobliskie tereny. Nasi niezłomni obrońcy dziewic wysiedli w pobliżu miejscowego centrum rozrywki - sklepu ogólno spożywczego. Jako nowoprzybyli wzbudzili zainteresowanie lokalnej społeczności żulerskiej. Nie złamało to w nich ducha, postanowili każdego wypytywać o różne questy i takie tam bajery. Kiedy wystarczająco wkurzyli miejscowych, którzy notabene nie mieli bardzo rozwiniętych list dialogowych, herszt band postanowił działać.
- E! Mieszczuchy, co jest kurna, przygód się zachciało? - Powietrze zgęstniało, a wokoło czuć było zapach wysokoprocentowego alkoholu. Niestety chłopcy byli osobami z natury wrażliwymi i nie mogli zdzierżyć takiej zniewagi.
- Słuchaj buraku! - Odezwał się Bronisław z pogardą w głosie - Jesteśmy tu, aby wam skopać dupska. Szukamy kłopotów i chcemy wszystkim nasadzić baniek - Tak, miernoty! - Wykrzyknął Edmund, który czując zapach hi-octanowego alkoholu zaczynał przemieniać się w maga procentowego - Zaraz będziemy tu rządzić dziecinki, który pierwszy chętny, ha, no dawajcie cieniasy -Krzyczy mag, podskakując niby sarenka.
Przeciwników jest sześciu, każdy zaprawiony w bojach. Nie jedną dyskotekę w życiu odwiedzili. Jako, że Edmund i Bronisław są doświadczonymi podróżnikami i wiele doświadczenia jest zapisanego na ich kartach postaci, przejmują inicjatywę. Bronisław wpada w szał bojowy machając swoją potężną sztachetą na lewo i prawo. Herszt żuli w pośpiechu wydaje komendy, posłał czterech wojów na tępogłowa. Myśli, że sobie poradzą - marzyciel. Mag, jako jednostka słabsza, jest zawsze ignorowany przez przeciwników. Co mu jak najbardziej odpowiada, tym razem będzie musiał spalić tylko jednego żula. Wyciągnął z worka flaszkie i strzelił głębszego, podładowało to jego baterie i przystąpił do uderzenia wyprzedzającego. Zaczął mamrotać coś pod nosem (jak każdy pijany) i w jednej chwili obrócił się, wypiął tyłek i przyłożył zapalniczkę. Wróg się tego nie spodziewał, z przerażeniem w oczach, najpierw usłyszał, a potem zobaczył błysk. Niestety nie zdążył pooddychać fasolką, zostały po nim jedynie dymiące się gumowce. To by było na tyle, 1:0 dla Edmunda.
Lotem błyskawicy przenieśmy się do Bronka. Jako postać walcząca, nie może spopielić wrogów. Jednak nie cieszcie się żule, jakbym miał wybierać miedzy spaleniem a spotkaniem ze sztachetą +2 "Czaszkołupem" wybrałbym to pierwsze. Wasza wola, hehe. Kiedy zbliżył się pierwszy przeciwnik groźnie wymachując widłami, Bronisław spokojnie nacisnął pauzę. Ha! Tego się nie spodziewaliście! Przemyślał taktykę, obliczył eee, coś tam sobie policzył na przenośnym komputerku, poprawił łapy na rękojeści "Czaszkołupa"i z okrzykiem "Ubiju blać" ruszył na przeciwnika. Pierwszy padł szybko, jego mózg rozbryzgał się na ścianie sklepu ogólno spożywczego. Drugi postawił gardę, ale dzięki temu oprócz trepanacji czaszki miał połamane łapska. Widok czegoś takiego w każdym z ludzi budzi pierwotny instynkt obronny - turbonogi. Niestety trzeci żul był zbyt rozpędzony, aby dokonać nawrotu. Bronisław z gracją baletnicy otworzył mu brzuch i wszelkie wnętrzności rozpierzchły się po okolicy. Kiedy nabierał znów rozpędu, herszt bandy niczym kometa na niebie, przemykał wśród drzew, w ślad za nim pomykał ocalały kolega. Bronek, stworzenie o krwi gorącej już zbierał się do pogoni, gdy spokojny głos Edmunda wypiszczał:
- Nie. Dorwiemy ich później. Teraz czas na wieczorną flaszkie. Zachodzi ty sklepu.
Bronek usłuchał kolegi i dumnie wmaszerował do sklepu, za nim podążył mag. Za ladą stała miła ekspedientka o blond włosach i dużych yyy, znaczy pięknych niebieskich oczach. Na plakietce widniało imię - Ania. Bronisław postanowił użyć swoich wrodzonych zdolności. Z całą możliwą uprzejmością powiedział: - Anno, Domino proszę. Najlepiej rocznik środa

Na tym kończy się opowieść. Dalsze przygody Bronka i Edmunda na wakacjach w kolejnej odsłonie.

P.S.1 Wielkie dzięki dla mojego kumpla, Ratha, który służył ogromną pomocą w trakcie tworzenia tej chorej opowieści.
P.S.2 W czasie pisania tego tekstu mój stan psychiczny pozostawiał wiele do życzenia.

* Piwo Wino Wódeczka (PWW)
** Krótki Bojowy Kij Sportowy (KBKS)
*** Domino jest marką wina sprzedawaną w sklepie ogólno spożywczym w Pierdziłowie Wilekim, Anna, to imię ekspedientki.


38     Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona     : Wakacyjny Luz