45     Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona     : Gry zrcznościowe

Gry zrcznościowe

Jacek " AloneMan " Marciniak


W ostatnim numerze zabrakło HGK z powodu braku miejsca... Ooops, to popularne w papierowych magazynach tłumaczenie lenistwa, niestety niezbyt pasuje do zina, który ma przecież nieograniczoną objętość. Muszę więc napisać prawdę, że obowiązki szkolne nie pozwoliły mi ostatnio na napisanie kolejnej części cyklu. Za to we wrześniu na tapetę poszły popularne "zręcznościówki".



Klasyczne gry zręcznościowe dzisiaj już praktycznie nie powstają. Nie ma ich ani na automatach, ani na konsolach czy komputerach. Wiele osób mogłoby się ze mną nie zgodzić, dlatego jestem zmuszony podać moją interpretację znaczenia określenia "gra zręcznościowa". Otóż nie można twierdzić, że jest to gra wymagająca od gracza zręczności, bowiem wówczas należałoby pod tą definicję podciągnąć 90% wydawanych tytułów.

W to grali nasi rówieśnicy 23 lata temu


Nastały takie czasy, że nawet przy strategiach bardzo przydają się szybkie paluszki. Aby więc uniknąć takich problemów, postanowiłem tu przedstawić programy mało skomplikowane, w których gracz przede wszystkim musi działać szybko, a przy tym nie musi za dużo myśleć. Wiem, że może to brzmieć trochę śmiesznie, ale przynajmniej daje jako taki obraz gatunku. Istnieją bowiem pewne, nieraz naprawdę ciężkie do wykrycia, różnice pomiędzy "platformówkami" i "strzelaninami" a grami zręcznościowymi, na zachodzie zwanymi arcade.

POCZĄTKI
"Zręcznościówki" wywodzą się z automatów oraz prostych gier telewizyjnych. Pierwszą grą arcade był PONG, który obecnie ma już 31 lat! Zapewne wszyscy znają ten tytuł, więc nie będę się rozpisywał. Starczy powiedzieć, że była to uproszczona wersja tenisa stołowego. Grafika występowała w naprawdę szczątkowej formie, ale i tak był to ogromny powiew świeżości. PONG jest pamiętany do dzisiaj, czego dowodem mogą być dziesiątki jego naśladowców. Powstały już chyba wersje na wszystkie dostępne platformy, nie wyłączając telefonów komórkowych. Tytuł ten posiada pewną właściwość, która jest charakterystyczna dla opisywanych gier zręcznościowych - pomimo prostoty potrafi naprawdę zapewnić godziwą rozrywkę, nawet wśród akceleratorów i superszybkich procesorów.
Kilka lat po PONG'u, salony gier zdominował inny przebój, a mianowicie gra pt. ASTEROIDS. Jest to kolejny klasyk, który powinien być znany każdemu szanującemu się graczowi komputerowemu. Tytuł ten był już trochę bardziej rozbudowany niż PONG, ale i tak gracz raz dwa opanowywał prawidła rozgrywki.
Chodziło po prostu o to, aby pokierować małym stateczkiem i zniszczyć wszystkie krążące dookoła asteroidy. Opis ten może brzmieć trochę lakonicznie, ale po prostu nie mam pojęcia jak napisać o TAKIEJ grze. Kolejna legenda, która także doczekała się co najmniej kilku następczyń. Podobnie było zresztą ze SPACE INVADERS. Przede wszystkim produkt ten znany był pod trzema, oprócz wymienionego wyżej, tytułami - GALAXIAN, GALAGA oraz AVENGER. Wszystkie one nieznacznie się różniły od pierwowzoru, ale były to praktycznie różnice mało istotne, zaś sama idea gry nie uległa zmianie. Co prawda miałem pewne wątpliwości czy to jeszcze gatunek produktów zręcznościowych czy też już "strzelanin", ale jednak zdecydowałem się na tą pierwszą ewentualność. Na pewno nie pomylę się mówiąc, że to kolejny kamień milowy w rozwoju gier komputerowych w ogóle. Szczególnie jest on pamiętany w Stanach Zjednoczonych, gdzie był pierwszą tytułem, który opuścił "getto". Automaty ze SPACE INVADERS pojawiały się bowiem nie tylko w salonach gier, ale dosłownie wszędzie - w barach, w kinach, a nawet na stacjach benzynowych. O popularności tego produktu niech świadczy chociażby fakt, że główny bohater kultowego filmu "Gry Wojenne", spóźnia się do szkoły właśnie dlatego, że zasiedział się przy tej grze. Co prawda była to GALAGA, a nie oryginalni "kosmiczni najeźdźcy", ale jak wspomniałem, to niewielka różnica.

TROCHĘ DALEJ
Do tej pory opisywałem same gry-legendy, to i teraz nie będzie inaczej. Kolejnym hitem salonów gier na przełomie lat 70-tych i 80-tych był PAC-MAN. I znowu ciężko byłoby chyba znaleźć gracza, który nigdy nie słyszałby przynajmniej o tym produkcie. Żółta kulka bez przerwy otwierająca i zamykająca paszczę to widok znany wszystkim. Był to też jeden z pierwszych produktów, który zawierał pomiędzy poziomami cut-scenki.

Gdyby to były beczki z piwem...


Przedstawiały one zazwyczaj głównego bohatera, który zjadał swoich przeciwników. Niby nic specjalnego, ale i tak cieszyło. PAC-MAN nie jest wyjątkiem jeśli chodzi o kontynuacje i naśladowców, ale w przeciwieństwie do ASTEROIDS czy SPACE INVADERS, kolejne wersje nieco się różniły. Powstała nawet gra platformowa z żółtą kulką w roli głównej.
Trochę później, bo w 1982 roku, ukazał się produkt, który do dzisiaj "spectrumowcy" wspominają z rozrzewnieniem. JUMPING JACK, bo o tym tytule mowa, był jedną z najważniejszych pozycji na "trumienkę" w pierwszej połowie lat 80-tych. Całość była prosta aż do bólu - należało po prostu skakać pomiędzy przesuwającymi się platformami posuwając się w ten sposób coraz wyżej. Nie było w tym pomyśle nic szczególnego, ale gra wciągała na długie godziny. Podobnie jak wydany w tym samym okresie czasu FROGGER.
Przygody żabki skaczącej przez ulicę oraz przez wodę (ciekawe dlaczego ta żaba nie umiała pływać) powinny być znane nawet młodszym graczom, a to z racji wydanej całkiem niedawno nowej wersji gry. Jednak to klasyczne wydanie z pewnością odniosła większy sukces i miało swoje długie pięć minut w salonach gier. Wydawać by się mogło, że taki produkt może wciągnąć tylko dzieci, ale dawniej grali w niego wszyscy, niezależnie od wieku. Były to w końcu czasy, gdzie nikt nie myślał jeszcze o brutalności w grach.
Kolejnym legendarnym tytułem z pierwszej połowy lat 80-tych jest bez wątpienia DONKEY KONG. Produkt ten jednak został już dzisiaj trochę zapomniany, a szkoda, bo grało się w niego całkiem przyjemnie. Gracz sterował człowiekiem, który musiał wyswobodzić narzeczoną z rąk dzikiego goryla. Aby się do niej dostać musiał on pokonywać kolejne platformy, w czym przeszkadzały beczki zrzucane z góry przez "porywacza". I to wszystko - kolejna gra z prostą akcją i ogromną miodnością.

POŁOWA LAT 80-TYCH
I tak oto dochodzimy do połowy lat 80-tych. Złota epoka gier zręcznościowych powoli za nami. Trzeba sobie bowiem powiedzieć, że potem nastał już czas programów trochę bardziej rozbudowanych. Jednak nadal nie brakowało dobrych tytułów z gatunku arcade, o czym najlepiej świadczy przebojowy MARIO BROS. Przygody dwóch hydraulików - Maria i Luigi'ego - stały się znane na całym świecie. Później powstały z nimi jeszcze gra platformowa, a nawet film kinowy! Był to pierwszy film nakręcony na podstawie gry komputerowej, a w obsadzie znaleźli się m.in. Bob Hoskins oraz Dennis Hopper. Nie było to jednak kino ambitne, a zwykła komercyjna papka, która na dodatek nie odniosła sukcesu. No cóż, nie zawsze przebojowa gra zapewnia przebojowy film. Przekonali się już o tym m.in. twórcy kinowych wersji STREET FIGHTER'a oraz TOMB RAIDER'a. Jeśli zaś mowa o kinie, to zapewne niektórzy czytelnicy pamiętają film TRON z 1982 roku. Jednym z głównych jego elementów były pojedynki specjalnych bolidów, które zostawiały za sobą trwały ślad. Ich kierowcy musieli jechać w taki sposób, aby zniszczyć przeciwnika zamykając go w tych śladach. Brzmi to może trochę dziwnie, ale myślę, że wiadomo o co chodzi.

Gremliny atakują!!!


Pomysł tych wyścigów szybko podchwycili producenci gier komputerowych i powstały dziesiątki produktów na nim opartych. Ciężko tu wyszczególnić jeden najlepszy, ale z pewnością zostaną zapamiętane LIGHT CYCLES oraz VECTRON (wersja trójwymiarowa, z widokiem FPP!). Z tamtych czasów należy też zapamiętać dwie inne gry zręcznościowe - TAPPER oraz BOMB JACK. Ta pierwsza była próbą oddania pracy barmana. Otóż gracz sterował takim jegomościem, który musiał serwować piwo dość namolnym klientom. Było ich dość dużo, a jak na czas nie dostali kielicha, to ich złość skupiała się oczywiście na biednym sprzedawcy. Na początku rozgrywka była sielankowa, ale na późniejszych poziomach przydawały się naprawdę szybkie palce. Jeśli natomiast chodzi o BOMB JACK, to tutaj gracz przejmował rolę nad bohaterem, który umiał niesamowicie wysoko skakać. Swoją drogą ciekawe, bo tym samym charakteryzował się inny Jacek - bohater opisywanej wcześniej JUMPING JACK. Tyle, że tamten musiał tylko skakać, a "bombowy" musiał przy okazji zbierać ładunki wybuchowe i nie dać się złapać wrednym potworkom. Niektórzy myślą teraz, że to znowu jakaś dziecinada, ale nic bardziej błędnego. Gra naprawdę wciągała, a jej poziom trudności raczej nie był ustalony dla siedmiolatków.

Witraże z lat 80-tych


JUŻ KONIEC???
Niestety, ale z upływem lat sytuacja gier zręcznościowych wyglądała coraz gorzej. Ciężko mi znaleźć tytuły, które można by przynajmniej po części uznać za ważne z historycznego punktu widzenia. Na pewno jedną z takich gier był ARKANOID, ale to już nie były te czasy, gdy gry arcade naprawdę rządziły. Trochę mi głupio, że muszę kończyć historię gier zręcznościowych w latach 80-tych, ale po prostu dalej nie ma o czym pisać. Obecnie powstają co prawda "programy mało skomplikowane, w których gracz przede wszystkim musi działać szybko, a przy tym nie musi za dużo myśleć", ale są to gry amatorskie, które nie zdobywają szerszego uznania. Zazwyczaj trafiają tylko na rynek shareware i po kilku miesiącach nikt o nich nie pamięta. Wyjątkiem był może np. DELUXE SKI JUMP, który sprawił, że cała Polska zasiadła przed komputerami, ale taka gra zdarza się raz na 10 lat. Niestety, ale klasycznych gier zręcznościowych już nie ma. Szkoda, choć z drugiej strony może to i lepiej, bo nie znalazłyby one uznania u współczesnych graczy. Dzisiaj oczekiwania względem gier znacznie wzrosły i chyba nikt nie zachwyciłby się takim PAC-MAN'em, w którym wszystkie plansze były jednakowe.

45     Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona     : Gry zrcznościowe